czwartek, 18 grudnia 2014

11.Przyjemny wieczór


 dedykuję rozdział @krejzimonkey i @Paulcia3001


- Może powinnam zadzwonić do Brada, żeby przyszedł i z Tobą posiedział wieczorem. Jesteś blada, więc nie chcę cię zostawiać samej. - mówi przejęta Natalie, dopinając  małą walizkę.

Jeszcze mi tu Brada brakowało...

- Naprawdę nie musisz, jutro będzie dobrze, tak myślę.

- Martwię się o Ciebie. - podchodzi do mnie i przytula się. - Jak coś,  to pisz do mnie albo do Tristana, Jamesa, mamy, taty, Brada, Cona, Ann.

- Nat, nie jesteś moją matką. Przestań się aż tak przejmować, to zwykłe osłabienie. - kłamię.

- Oby! - mówi, zakładając torbę na ramię. - Ja już lecę bo spóźnię się na autobus. Do niedzieli Nino. - otwiera drzwi i macha mi na pożegnanie.

Gdy dziewczyna wychodzi, zakluczam drzwi, aby nikt nie wszedł i przebieram się w szare spodnie od piżamy i różową koszulkę. Nie lubię jej zbytnio, ale jest tak wygodna , że nie mogłam się powstrzymać i zabrałam ją ze sobą do akademii.

Gdy jestem już gotowa do snu, patrzę na zegarek. Jest dopiero 19, a może aż 19. Powinnam wziąć teraz ostatnią dawkę tego przeklętego lekarstwa. Połykam szybko pigułki i kładę się na łóżko, starając się nie myśleć o tabletkach i całym bólu, jaki towarzyszy mi przez cały dzień.

Ktoś puka do drzwi, więc dziwię się. Nikogo nie zapraszałam, a Ann miała wyjechać do dziadków, więc nie wiem kogo się spodziewać. Otwieram drzwi, a uśmiechnięty Brad nonszalancko opiera się o ścianę,w ręku trzymając dużą czarną sportową torbę.

- Co tu robisz? - pytam szczerze zdziwiona.

- Jak to co? Stoję, nie widzisz?

Och,Brad dupek powraca...

- Wpuścisz mnie, czy będziemy tak stali przez całą noc? - pyta, a ja odchodzę od drzwi, pozwalając mu wejść do pokoju. Chłopak wchodzi do pokoju i zaraz po tym zamyka drzwi na zamek.

- Dlaczego zamknąłeś moje drzwi?

- Nie zgwałcę Cię, więc się nie martw. - mówi i rzuca się na łóżko Natalie.

-Nie o to mi chodzi, Brad.- odpowiadam mu, wywracając oczami. - Nat Ci kazała tu przyjść, tak?

- Sam raczej wybrałbym inny sposób spędzania piątkowego wieczoru, nie sądzisz?

- Mówiłam jej żeby nigdzie nie zdzwoniła. - zaczyna tłumaczyć, czując się winna całemu zajściu.

- Yhym, uważaj bo Nat cię posłucha. - chłopak wybucha śmiechem, a ja siadam na swoje łóżko.

- Jeśli chcesz to możesz sobie pójść, najwyżej skłamiemy Nat, że byłeś ze mną przez cały weekend. - proponuję, ale on tylko kręci głową i zaczyna się śmiać.

- Chcesz mnie się pozbyć? - pyta. - Myślałem, że przebywanie w moim towarzystwie sprawia Ci przyjemność. Jarasz się mną. - mówi z pewnym siebie wyrazem twarzy, który mam ochotę teraz zmazać.

- Czemu jesteś takim pewnym siebie dupkiem? - rzucam prosto z mostu.

- Ooo, Nina. Nie bądź od razu taka ostra. - śmieje się ze mnie, a ja staję się jeszcze bardziej czerwona niż jestem. - Uroczo wyglądasz, czerwieniąc się.

Brad,nie teraz, nie w takiej chwili. - mówię do siebie w myslach.

- Ostatnio jak się czerwieniłam ze złości powiedziałeś w subtelny sposób, że jestem brzydka.

- Nadal to rozpamiętujesz? - spytał.

- Sorry, ale pewien chłopak w lokach nie pozwalał mi zapomnieć o tym incydencie przez cały wrzesień.

- To musiał być jakiś głupi chłopak. - mówi Brad, żartując z samego siebie.

Boże, co z tym chłopakiem do cholery nie tak? Miły, niemiły, miły, niemiły... Niech się zdecyduje!

- Nawet nie wiesz jak bardzo. - odpowiadam i obydwoje zaczynamy się śmiać.

- Co masz zamiar dziś robić? - pyta, gdy już obydwoje leżymy na łóżkach i szperamy w telefonach.

- Źle się czuję, więc chciałabym się położyć spać. - mówię, jednak potem gryzę się w język.

Jestem taką okropną paplą.

- Coś nie tak? - pyta Brad, zmieniając pozycję. Nadal leży, jednak teraz bokiem,  przytrzymując ręką głowę.

- Nieważne.- kręcę głową, aby urwać temat.

- Czemu źle się czujesz? Nat coś mówiła o osłabieniu, ale nie bardzo się tym przejąłem. W  tym świetle wyglądasz marnie i blado.

- Dzięki, naprawdę dzięki, Brad. Zawsze wiesz, jak pocieszyć dziewczynę.

- Do usług. - mówi i uroczo chichocze. - A tak na serio?

-Nic mi nie jest. - mówię, a za oknem zaczyna zrywać się wiatr.

Brad podchodzi i odsłania maksymalnie zasłonki, aby móc przyjrzeć się widokowi za szybą. Wpatruje się w gałęzie poruszane przez wiatr, po czym zasuwa zasłony i siada na łóżku, opierając plecy o ścianę.

- Chyba będzie burza. - stwierdza, a ja czuję,jak moje ciało się spina. Nienawidzę burzy, bardziej niż wszystko inne.

- Świetnie. - wzdycham. - Będziesz tu spał? - pytam i wskazuję na czarną torbę, leżącą przy szafie.

-Ta.

-Och, okay.

Staram się ukryć entuzjazm, który we mnie wzbudził tym jednym, prostym słowem. Jestem prze szczęśliwa, wiedząc, że podczas burzy będzie ktoś ze mną w pokoju, a fakt, że będzie tą osobą Brad, uszczęśliwia mnie jeszcze bardziej.

Co prawda cały tydzień go unikałam, tak samo, jak w dzisiejsze południe, jednak mam ochotę dać mu szanse. Może porozmawiamy, jak zwyczajni ludzie, nie kłócąc się o nic.

Gdyby nie ten jego zmienny charakter, byłabym zakochana  po uszy.


*   *   * 

Na zegarku dochodzi do dwudziestej drugiej. Wciągu tych kilku godzin rozmawiamy ze sobą, jak zwyczajni znajomi. Co prawda, Brad i jego ego, nie dają o sobie zapomnieć i co jakiś czas chłopak żartuje ze mnie.

Podejmujemy raczej neutralne tematy. Mówimy o szkole, zespole i sprawach bieżących z akademii. Żadne z nas nie ma odwagi zacząć poważniejszego tematu. Brad już najwidoczniej nie chce ze mną rozmawiać o tym, o czym chciał tydzień temu, a ja nie chcąc być nachalna i ciekawska, nie dopytuję.

Chociaż jest dopiero 22 to w wyniku zażycia lekarstwa, jestem zmęczona. Ponadto skutki brania leków uwydatniają się jeszcze bardziej, niż podczas lekcji. Czuję, jakby ktoś przewiercał mój brzuch, a w głowę walił  ogromnym młotem. Staram się tego nie pokazywać, aby nie wzbudzić w Bradley'u żadnych podejrzeń.

Ziewam po raz kolejny i wstaję z łóżka. Musze pójść przygotować się do snu, dlatego chwytam szybko swoją różową kosmetyczkę i ręcznik, po czym idę do łazienki. Tam nakładam na twarz krem oraz związuję włosy w ciasnego warkocza, aby wstając jutro rano, nie mieć szopy. Szczotkuję jeszcze zęby, po czym wracam do pokoju.

Gdy otwieram drzwi Brad stoi w samych bokserkach  przy moim biurku czytając coś. Kiedy słyszy dźwięk otwierania drzwi, odwraca się od mebla i chwyta za spodenki, które trzymał w dłoni.

To było dziwne. - myślę sobie.

Patrzę nieco onieśmielona na jego gołą klatkę piersiową, będąc jak zahipnotyzowana. Dopiero jego głos sprawia, że budzę się z tego dziwnego transu i przenoszę wzrok na ścianę. Siadam szybko na łóżko i patrzę wszędzie tylko nie na niego.

- Możesz popatrzeć. - mówi rozbawiony, widząc moje zakłopotanie.

Potakuję głową, jednocześnie uśmiechają się do niego w nerwowy sposób. Odsłaniam lekko kołdrę i wciskam się pod nią.

Kiedy koszulka leży na klatce piersiowej, Brad zgasza światło w pokoju i również kładzie się na łóżku, z tym , że nie na moim, a Natalie.Wyjmuje telefon, przez co niebieska poświata wyświetlacza, rozświetla nam pokój.

Przymykam oczy i pragnę znaleźć się już w krainie snów, jednak przerywa mi to głośny dźwięk grzmotu.

Przypuszczenia Brada się sprawdziły, dlatego jestem przerażona. Moje ciało się spina, a w głowie powstają najczarniejsze scenariusze, ponieważ od dziecka boję się tego zupełnie niepotrzebnego zjawiska pogodowego.

Tym razem grzmot jest jeszcze głośniejszy, niż poprzedni, a piorun jaśniejszy. Mimo ciemnych grubych zasłon rozświetla cały pokój, sprawiając, że przez chwilę jest biały.Wiercę się niespokojnie na łóżku, ubolewając nad pogodą.

Znalezienie dobrego miejsca na małym łóżku, wydaje się być czymś niemożliwym. Przekręcam się non stop z lewego na prawy bok, mając nadzieję, że to coś pomoże, jednak nic. Nie jestem w stanie zasnąć, choć zmęczenie daje o sobie znaki.

Gdy po raz kolejny przekręcam się tym razem w stronę ściany, Brad cicho chichocze, na co się rumienię. Słyszę, jak podnosi się ze swojego łóżka i idzie w moją stronę.

Momentalnie odwracam się w jego stronę i marszczę brwi, nie mając pojęcia o co może mu chodzić.

- Posuń się trochę. - mówi cicho, prawie szepcząc.

Patrzę na niego nieufnie, nie wiedząc czy jego zamiary są dobre, jednak gdy posyła mi uroczy uśmiech, mówiący o tym, żebym była spokojna, robię to. Przesuwam się do ściany, dotykając jej plecami.

- Leż spokojnie i nie trzęś się, jak galareta. - mówi do mnie rozbawiony.

- Po co w ogóle przyszedłeś? - pytam cicho, nie mając pojęcia dlaczego. W pokoju jesteśmy przecież tylko my.

-Nie mogę znieść tego jak się wiercisz. - odpowiada - A teraz, gdy będziemy razem leżeli, nie będziesz miała gdzie się przekręcić. - dopowiada uśmiechając się.

Gdy chcę się przekręcić tyłem do niego, uniemożliwia mi to, kładąc rękę na moim biodrze.

-Trzymaj łapy przy sobie. - odpowiadam szorstko, na co on śmieje się w moje włosy. - Mówię poważnie, Brad. - patrzę w górę w jego oczy, jednak on nic sobie z tego nie robi.

- Przecież to tylko ręka. - zaczyna się bronić, ale natychmiast mu przerywam.

-Teraz ręka, a potem? Nie wiadomo co ci strzeli do tej zboczonej głowy.

Brad parska śmiechem, a ja w tym czasie próbuję się przekręcić. Niestety nic z tego. Chłopak przysuwa się do mnie, jeszcze bardziej uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch.

- Więc twierdzisz,że jestem zboczony? - pyta z zadziornym uśmiechem.

- Nieważne, powiedziałam to od tak sobie. - kłamię, bo doskonale wiem, że chłopak taki jest.

- A może nie jesteś tego pewna i muszę Ci to jakoś udowodnić? - pyta przyciszonym głosem, sprawiając, że mój oddech jest nierówny.


- N - nn - nie musisz. - ledwo odpowiadam, ponieważ robi mi się gorąco.


Chłopak sunie delikatnie swoją dłonią z mojego biodra, na pośladek. Zaciska na nim palce, na co lekko się wzdrygam. Choć jest to przyjemne to muszę to przerwać.

-Prze - przestań. - znowu się jąkam, ponieważ czuję gorący oddech Brada na szyi. Chłopak obsunął się na materacu niżej, więc leży teraz na równi ze mną.

Dotyka lekko swoimi malinowymi ustami mojej szyi, jednak jej nie całuje.

- Brad,  masz natychmiast przestać. - mówię twardo, wyrywając się z tego niebezpiecznego stanu, w jaki wprowadza mnie chłopak.

- Och, już dobrze, dobrze. - jęczy Brad i powraca do dawnej pozycji z ręką na moim biodrze.

Burza po raz kolejny nie zawodzi, a głośny grzmot wypełnia, jednocześnie panującą w pokoju ciszę.Wzdrygam się ponownie, w wyniku zimnego dreszczu, który przechodzi przez moje ciało i zaciskam mocno palce na szarej poduszce.

- Boisz się burzy? - pyta Brad, widząc moją reakcje.

Kiwam jedynie głową, zaciskając powieki jeszcze bardziej, gdy światło błysku przedostaje się do pokoju poprzez szczelinę między firankami.

Burza to jedyny strach, którego nie potrafię przezwyciężyć.

- Nie bój się, jestem przy tobie. To naprawdę nic strasznego. - mówi chłopak łagodnym tonem.

Tonem,który kocham u niego najbardziej.
Tonem,który słyszę może trzeci raz w życiu.
Tonem,który pragnę słyszeć codziennie.

Przez kilka minut panuje cisza, więc mam nadzieję, że Brad już zasnął. Podnoszę oczy do góry, by sprawdzić czy śpi, jednak chłopak przygląda mi się. Odwracam wzrok i zamykam oczy.

- Nadal czujesz się osłabiona? - pyta przejęty, co jest dla mnie dużym zdziwieniem.

- Yhym. - mamroczę cicho pod nosem.

- Nina, czy to na pewno zwykłe osłabienie? - ponownie pyta, jednak tym razem bardziej podejrzliwie.

- Taa...

- Ale?

- Ale nic. - urywam temat.

Nachodzi mnie ochota, aby komuś się wygadać i opowiedzieć o swojej chorobie, ale boję się, jak cholera.

- Mam wrażenie, że coś ukrywasz. - stwierdza.

- Ty zapewne też, kaźdy ma swoje tajemnice. - odpowiadam, nadal mając przymknięte oczy.

- Nino, spójrz na mnie. - mówi cicho. - Nie lubię do ciebie mówić, gdy unikasz mojego wzroku.

Zaraz...co? 

Pomijając fakt, że Brad ledwo mnie akceptuje, a ja jestem w nim zauroczona, to moglibyśmy uznać, że to zdarzenie, które teraz ma miejsce jest romantyczne. Jest tylko zasadnicze 'ale' - moglibyśmy.

Wiem, że ta moja sympatia względem Brada to jakiś poraniony pomysł, ale nie potrafię się jej wyzbyć, nie po dzisiejszym wieczorze, o nie...

Gdy moje powieki stają się już cięższe, przymykam oczy i prawie odpływam do krainy Morfeusza.Słyszę jeszcze tylko ,jak Brad kręci się na łóżku, przysuwając do mnie jeszcze bardziej.

Obejmuje mnie szczelniej swoim ramieniem i szepce do ucha:

- Gdy mówiłem, że wolałbym spędzić ten piątek w inny sposób - zaczyna mówić, po czym na chwilę stopuje. - Kłamałem.

Bicie mojego serca znacznie przyśpiesza i czuję się, jakby co najmniej powiedział, że chce, abym została jego żoną.

Teraz jestem pewna.To już nie jest zauroczenie. - zakochałam się.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
O. MÓJ. BOŻE.


1,5 K odczytu i 212 gwiazdek na wattpadzie oraz 8,1 K wyświetleń na blogspocie.

CZY JA ŚNIĘ?!?

Chyba tak,kurcze nie wiem jak Wam wszystkim dziękować.Jesteście najlepsi <3

a jak rozdział? trochę fangirls feels było, co nie? mam nadzieję, że już nie będziecie narzekały na brak Brada, bo od teraz będzie go coraz więcej, aż będziecie miały go dość.SERIO XD.

po za tym już mam gotowy rozdział 12 i on jest taki omfg. w ogóle wiecie co? miałam taki super seeeen i humor mi dopisuje więc jej. tak to jest jak się crush śni hahhaa  przez to będzie w kolejnym rozdziale tyle tego wszystkiego ,ze djbsanjfcbsendfkjbnf *-*  gdy go czytam to sie sama jaram,ale Was potrzymam jeszcze w niepewności i jak się postaracie troszkę to dodam go w wigilię,awh <3 taki prezent ode mnie dla Was xx

wystarczy tylko,że skomentujecie rozdział,to na prawde nie wiele dla Was,ale dla mnie to strasznie wielka motywacja do dalszej pracy.

pozostawiam Was z fangirls feels i lecę myśleć nad kolejnym rozdziałem,uhuhuhuuh

PS.   OFICJALNIE SHIP NINY I BRADA NAZYWA SIĘ  -   B R I N A  


15 KOM - NEXT







środa, 10 grudnia 2014

10.Pomocna dłoń





   Czas w akademii płynie zdecydowanie za szybko. Nim się obejrzę, jest już końcówka pierwszego trymestru. Jak to możliwe? Mam wrażenie, jakbym wczoraj dopiero przyjechała do akademiku. Niespełna półtora miesiąca temu, wszystko wydawało się być takie nowe i przerażające, a teraz jestem tu. Znam prawie całą akademię, choć jej rozmiary są naprawdę ogromne.

Dziś piątek - dzień, który wybrałam do przyjmowania nowych leków.

   Według zaleceń taty, powinnam brać je trzy razy dziennie, czyli rano, w południe i wieczorem. Jest 8.20, więc to odpowiedni czas na wzięcie pierwszej dawki, tego cholerstwa.Wyrzucam z paczki trzy listki, na których rzędami są zapakowane tabletki. Wyciągam trzy, po czym dwie z nich wkładam do specjalnego, plastikowego pojemniczka, przedzielonego na 4 części - czyli 4 dawki. Wrzucam do połowy z nich po jednej tabletce nowych lekarstw i po 2 starych.

Czuję, że po takich dawkach mój stan fizyczny będzie okropny.

   Cieszę się jednak, że Natalie nie będzie ze mną. Dziewczyna wyjeżdża wraz z innymi ludźmi z klas trzecich i czwartych na wycieczkę do Oxfordu, aby zwiedzić uniwersytet w ramach wygranego projektu edukacyjnego. Nie będzie jej aż do soboty, kiedy to wróci w nocy.

   Jak na razie nikt nie wie o mojej chorobie, nawet Tris. Dlatego chcę to utrzymać w tajemnicy najdłużej,jak się da.

   Łykam nowe pigułki, po czym popijam je mineralną wodą. Czuję, jak ciecz przepływa przez mój przełyk. Widzę mroczki przed oczami, dlatego przymykam na chwilę oczy i opieram się o biurko, aby odetchnąć.

   Silne tabletki zawsze działają na moje samopoczucie bardzo źle. Zazwyczaj jestem niemiła, czuję się słabo i odbiera mi ochotę na życie. Mam tylko nadzieję, że po tych pigułkach będzie troszkę lepiej.


   *   *   *

- OŁ NINA, JU SZULD GOŁ NINA... * - śpiewa ktoś nad moim uchem, gdy zatrzymuję się, aby zawiązać buta, praktycznie przed wejściem do szkoły.

- Co się stało Ann,że śpiewasz Eda? - pytam rozbawiona,dobrze wiedząc, że przyjaciółka nie przepada za Sheeranem.Nie mogę w niej tego zrozumieć.

   Od jakiegoś czasu moje stosunki z Ann są lepsze. Wybaczyłam jej tamto niezdarne posunięcie. Nie było sensu gniewać się za takie coś.

- Mam dziś bardzo bardzooo dobry humor. - mówi cała w skowronkach.

- Niech zgadnę - zaczynam - Byłaś na kółku dziennikarskim.

Dziewczyna kiwa żywiołowo głową i klaszcze w dłonie.

- Tak, tak i jeszcze raz TAK! Nie uwierzysz, ale będę chyba w redakcji, rozumiesz? Ja!

   Dziennikarstwo to marzenie Anny. Odkąd dziewczyna pamięta, ciągnie ją do tego, dlatego teraz tak strasznie się cieszy ze swojego pierwszego sukcesu.

- Czemu ale? - pytam zdziwiona.

- A, bo wiesz... muszę przeprowadzić z kimś wywiad i stworzyć do tego jakąś fotorelacje, ale ani nie mam pojęcia z kim, ani o czym.

- Hmm.. - wzdycham, myśląc. - Może porozmawiaj z chłopakami?

- Jakimi chłopakami? - pyta zdezorientowana.

- No The Vamps, a kim? - odpowiadam pytaniem na pytanie, wywracając oczami.

- Oni? - Ann sceptycznie na mnie patrzy, jakby nie była pewna, że wywiad z chłopcami to dobry pomysł.

- A czemu nie? Są w miarę rozpoznawalni w szkole, mają kapelę.

- No nie wiem sama.

- Nie lubisz ich? - pytam z ciekawości.

 -Nie w tym rzecz. Lubię ich, ale chyba trochę za bardzo.

- Lubić to ty lubisz Trisa. - mówię ,puszczając do niej oczko.

Już od trzech tygodni wyczuwam pomiędzy nimi jakąś więź.

- Co Ci szkodzi, pogadaj z nimi.- zabieram ponownie głos, gdy wychodzimy z szatni.

- Dobra ,ale ... tak sama?  - pyta z lekka przerażona, na co kiwam głową.

- Tristan siedzi na ławce. - mówię wskazując lekko na chłopaka, który siedzi po prawej stronie na drewnianym siedzeniu.

- Brad też tam siedzi. - zauważa niepotrzebnie Ann.
- Wiem, dlatego tam nie idę. - wzruszam ramionami i  macham dziewczynie na odchodne.

*   *   *

- Kolejny piątek, będzie waszym ostatnim dniem w pierwszym trymestrze. -  mówi wychowawczyni, gdy na zajęciach z literatury zostaje trochę więcej wolnego czasu. - Jeśli będziecie chcieli zostać na 5 dni w akademiku to proszę bardzo, jednak ja osobiście skorzystałabym z drugiej opcji, czyli powrotu do domu.

   Gdy nauczycielka przestaje mówić, w klasie słychać tylko szmery rozmów,które prowadzą uczniowie,wymieniając się planami na pierwsze ferie. Ja natomiast siedzę cała odrętwiała z głową na ławce.

Nie mam siły żyć.

    Dzwoni dzwonek, więc wszyscy szybko wychodzą z klasy z wyjątkiem mnie. Powoli chwytam plecak i przewieszam go sobie za ramię. Mam wrażenie, że zaraz wytrąci mnie z równowagi, dlatego siadam na chwilę na ławce.

   Anna nie zwróciła na mnie szczególnej uwagi, dlatego w duchu cieszę się, że nie dałam po sobie poznać, że coś mnie boli. Udało się!

   Gdy przerwa mija, a dzwonek dzwoni, uczniowie wchodzą do klas. Na korytarzu zostaję jedynie ja. Na szczęście nie mam już lekcji, ponieważ tato napisał mi we wrześniu całoroczne zwolnienie z zajęć sportowych. W czasie, gdy Anna musi ćwiczyć,ja mogę pójść do pokoju.

   Jednak teraz nadchodzi czas na wzięcie drugiej dawki leków, dlatego podchodzę do automatu z napojami i  wrzucam kilka monet, aby móc wyciągnąć butelkę zwyczajnej wody.Nie mam tyle czasu na to,aby dojść do akademika. Muszę to zrobić w szkole.

   Siadam na ławce i przez pięć minut przeszukuję cały plecak, aby znaleźć lekarstwa. Gdy w końcu udaje mi się to zrobić, kładę je na ławce i zamykam plecak.

   Słyszę czyjeś kroki, dlatego łykam szybko pigułki i popijam je wodą. Okropnie zimna ciesz powoduje, że przez moje ciało przechodzi dreszcz, dlatego wzdrygam się. Chowam pośpiesznie pudełeczko i obieram głowę o ścianę, przymykając przy tym oczy.

Kroki nagle cichną, więc otwieram oczy. To Connor.

- Nina, wszystko w porządku? - pyta zdezorientowany chłopak.

   Dopiero teraz zauważam, że trzyma pod pachą drewnianą sztalugę i wielką czarną teczkę w dłoni. Odkłada wszystko pod ścianę i siada obok mnie. Dotyka delikatnie mojego ramienia, jakby bał się, że brutalniejszy ruch mógłby mi coś zrobić.

Patrzy zmartwionym wzrokiem na moja twarz i mówi :

 - Wyglądasz naprawdę blado, jakbyś miała zaraz zemdleć. -dotyka dłonią mojego czoła,po czym kontynuuje. - I masz gorące czoło, coś jest nie tak. - marszy czoło i przypatruje mi się w skupieniu. - Brałaś coś? Może jakieś prochy?

- Nie, Con,nic nie brałam. - od razu przeczę, na co on uśmiecha się z ulgą.

- Na pewno ? Wydajesz się być ,jak po pocałunku dementora.**

- Musiałam wziąć tylko leki i teraz się słabo czuję,ale zaraz mi przejdzie. - mówię, jednak zaraz się gryzę w język.

- Jakie leki? - pyta zmartwiony chłopak.

- No normalne, na ból głowy. - odpowiadam nerwowo, przy okazji kłamiąc.

- Yhym, rozumiem. - dopowiada niezbyt przekonany Connor. - Masz jeszcze jakieś lekcje?

- Nie, już nie mam.

- Okej, to wstawaj. Odprowadzę Cię pod blok, bo boję się, że zemdlejesz. - Con uśmiecha się i łapie za wcześniej pozostawione rzeczy oraz mój plecak.

- Nie musisz mi nieść plecaka. - mówię lekko oburzona.

- Przestań. - mówi i ciągnie mnie do szatni.

   Gdy ubieram się w swój płaszczyk i wiązane botki, czuję na sobie czyjś wzrok. Odwracam się do tyłu i widzę, jak w innym pomieszczeniu, po przez szklaną szybę obserwuje mnie Brad. Ignoruje go i już gotowa, wychodzę ze swojej szatni, czekając na Connora.

   Nie porozmawiałam z Bradem po tym, jak prosił mnie o spotkanie, gdy byłam u rodziców w Stevenage. Unikam go i dzięki temu czuję się lepiej. Przynajmniej o nim nie myślę .

   Chłopak po chwili wychodzi ubrany w czarny płaszcz z moim plecakiem na ramieniu oraz swoimi rzeczami. Posyła mi uśmiech, na co moje ciało reaguję rumieńcem.

   Wychodzimy ze szkoły i szybkim krokiem ,kierujemy się w stronę bloku A.


*oł nina ,ju szuld goł nina - oh nina, you should go Nina - to fragment piosenki Eda Sheerana - Nina
**dementor, pocałunek dementora- postać z świata Harry'ego Pottera. Jej pocałunek sprawiał,że z człowieka odchodziły wszystkie pozytywne wspomnienia i po woli umierał.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ostatnio,gdy wstawiałam rozdział to chyba miałam zły dzień :p Nie moge Was tak zostawić,więc oto jestem z nowym rozdziałem.A na dodatek nowy wygląd bloga.Jest zwyczajny i skromny,ale podoba mi się : )

Jak Wam sie podoba rozdział ?

Ostatnio ktoś poruszył nazwę shipu Niny i Brada.Dziewczyny na wattpadzie proponują -  Brinę,a pewna czytelniczka na blogspocie  - Nindley.

Co Wam się podoba bardziej?

btw .macie snapchaty? :> 


15 kom - next .



środa, 3 grudnia 2014

9.Lekarstwo




Rozdział dedykuję tajemniczej Oli,która obchodzi urodziny xx




   Mija kilka dni odkąd nie odzywamy się do siebie z Bradem. Nie bardzo mi to przeszkadza, bo wierzę, że jeśli będę utrzymywała dystans to Brad przestanie zaprzątać mój umysł i będę mogła spokojnie chodzić spać, nie musząc łykać tabletek nasennych.

   Pierwszy piątek piątek miesiąca właśnie mija,więc ,jak obiecałam mamie, wracam na weekend do domu. Pakuję się w małą torbę podróżną, wrzucając niedbale do środka jakiś sweterek i czarne spodnie. Zabieram także ze sobą kilka książek, aby móc się trochę pouczyć oraz niezbędne lekarstwa. Niedługo mi się skończą, więc mam nadzieję, że tata już się zaopatrzył w nowe opakowania.

   Wsiadam do jednego z czerwonych autobusów, które jadą w kierunku Stevenage i już po chwili, siedzę na jednym z niewygodnych krzeseł i mijam stare budynki. Po kilkuminutowym przepychaniu się między ulicami, wyjeżdżam na spokojne obrzeża miasta.

   Jest tu cicho i spokojnie, dlatego jazda autobusem wydaje się być przyjemniejsza. Stevenage i Londyn dzieli naprawdę niewielka odległość dlatego też droga do domu jest bardzo krótka. Mija niecałe 30 minut i jestem w swoim mieście. Wychodzę na przystanek najbliżej domu i czekam na tatę,który miał po mnie przyjechać.

   Tata podjeżdża szybko, więc nie nudzę się niepotrzebnie na przystanku, tylko wsiadam do samochodu i witam się z nim. Rodzic całuje mnie w czoło i mówi, że strasznie za mną tęskni. Opowiada też o tym, jak strasznie pusto jest w domu beze mnie i mojego hałasu,który tak bardzo kochałam stwarzać.Mama podobno po moim wyjeździe zapisała się na kurs malarstwa, bo stwierdziła,że nie ma co robić,gdy nie ma mnie w domu.

   Uśmiecham się pod nosem na te wieści i gdy podjeżdżamy pod dom,wychodzę z samochodu i biegnę do domu,aby przywitać się z mamą.Nie widziałam jej ponad miesiąc, ponieważ we wrześniu zrezygnowałam z odwiedzin,bo jak zwykle w pierwszym miesiącu było najwięcej nauki.

   Otwieram drzwi, gdy do moich nozdrzy dochodzi zapach mojej ulubionej zapiekanki makaronowej z serem i brokułami.Wdycham tą przyjemną woń i kieruję się do kuchni. Mama wyjmuje właśnie talerze z szafki i chce je zanieść do jadali,jednak gdy mnie widzi,odstawia je na mały stolik przy oknie i podchodzi do mnie. Oplatam ją ramionami i mówię,jak bardzo się stęskniłam.

   Jemy wszyscy razem obiad,po czym udaję się do swojego pokoju,aby chwilę poleżeć po posiłku. Brakowało mi tego domowego jedzenia.Masuję się po brzuchu,ponieważ boli mnie od przejedzenia.Wzdycham i zamykam na chwilę oczy.

Jest mi teraz tak dobrze...

   Niepotrzebne myśli nie zagradzają mojej głowy,więc jestem czysta od jakichkolwiek refleksji.Dodatkowo odkąd opuściłam Londyn, w ogóle nie myślę o panu MILCZĄCYM,którego imię rozpoczyna sie na B.


*   *   *


   Jest sobota wieczór, dlatego już jutro muszę  wracać do akademii. Weekend szybko minął,więc nie nacieszyłam się zbytnio towarzystwem rodziców. Przez cały dzień praktycznie rozmawiamy i cieszymy się sobą nawzajem, jednak gdy jest wieczór odpuszczamy sobie.Rodzice leża w swojej sypialni,a ja u siebie na łóżku z laptopem taty na kolanach ,przeglądając facebooka.

   Słysze dźwięk powiadomienia z czatu,więc klikam w czerwoną ikonkę nad koperta i otwieram wiadomość.

To od Brada. 

Czego on ode mnie chce?

Brad Simpson :
-Masz teraz czas?
Ty:
-Mam.
Brad Simpson :
-Możemy sie spotkać?
Ty:
-Nie.
Brad Simpson:
-Dlaczego?
Ty:
- a] Nie mam czasu, b] nie ma mnie w Londynie, c] nie chcę z tobą rozmawiać.
Brad Simpson:
-To gdzie ty jesteś?
Ty:
-Czemu Cię to obchodzi? Stevenage jeśli już musisz wiedzieć -,-
Brad Simpson:
-Masz okres czy co? Hormony Ci chyba za mocno buzują...
Ty:
Jesli chciałeś mi tylko to powiedzieć to CZEŚĆ.
Brad Simpson:
-Chciałem pogadać.
Ty:
-Nie mamy chyba o czym.

   Urywam rozmowę i zdenerwowana wylogowywyję się z facebooka, a potem wyłączam komputer. Brad zdecydowanie sprawił,ze ten miły sobotni wieczór stał się nieprzyjemny. Nienawidze go takiego, już wolałam go takiego jakim był tydzień temu.

Sympatyczny Brad to najlepszy Brad.

*   *   *

- Zawiozę Cię dziś do Londynu.Nie będziesz się ściskała w autobusie.W niedziele jest zawsze więcej osób. - informuje mnie taty, gdy cała nasza trójka siedzi w jadali przy stole i je  śniadanie.
 -Okej,tato - odpowiadam, przeżuwając śniadanie.
- Nina, jak się w ogóle czujesz? Może powinienem Cię przebadać? Wydajesz się być blada. - pyta zmartwiony tata.

- Nie, naprawdę nie trzeba.

-Jeśli będzie  coś nie tak,  dzwoń - mama mówi cicho. - Doktor Johanson jest zawsze do naszej dyspozycji.Jeśli będziesz się źle czuła to pojedziemy do niego.

   Mama jest nieco przewrażliwiona na punkcie mojej niedoczynności tarczycy. Rozumiem ,że martwi się o mnie,ale wszystko ma swoje granice,prawda? Czasami rozmawia ze mną,jakbym była śmiertelnie chora,a to tylko jakaś głupia choroba tarczycy.

   Istnieje też pewne prawdopodobieństwo,że rodzice coś przede mną ukrywają.Jednak jeśli by tak było, na pewno domyśliłabym się. Rodzice są w stosunku do mnie szczerzy,a przynajmniej mam taką nadzieję.

- Leki powoli mi się kończą.- mówię, gdy zbieramy z mamą talerze po śniadaniu.

- Tak, zapewne. - kiwa mama. - Tata przed wyjazdem na pewno ci da. - mówi i pogrąża się w myślach.

A może jednak moje przypuszczenia okażą się prawdą? Może rzeczywiście coś jest ze mną nie tak? Może moja choroba staje się groźniejsza?

   Idę do taty do gabinetu i proszę o nowe tabletki, które powinnam codziennie zażywać.Tata kiwa głową i schyla się,aby po chwili wyjąc z szuflady dwa opakowania Surfadexu i czegoś nowego.

- Co to jest? - pytam wskazując na nowe leki.

- Ach, to są tabletki, które musisz brać raz w tygodniu w regularnych odstępach.

- Do czego mi one? - pytam zdziwiona.

   Od dwóch lat biorę Surfradex i jest wszystko okej.Zażywam je trzy razy dziennie- rano,w południe i wieczorem, a teraz tata daje mi coś nowego.To dziwne i podejrzane.

- Musisz je brać, bo Surfeadex nie jest już taki skuteczny. Powoli twój organizm się do niego przyzwyczaja i nie reaguje tak, jak powinien. Te nowe Buebale są mocniejsze i mają trochę więcej zastosowań,ale nie musisz się o nic martwić.Powinnaś się czuć dobrze.

 - Czy będę od nich tyć? - pytam prosto z mostu.
 
   Tata milczy,a ja przygotowuję się na najgorsze .Kiwam głową bez sensu i jżz wiem co muszę zrobić przed wyjazdem

- W takim razie idę spakować większe ubrania do torby, na pewno się przydadzą .- mówię i zabieram leki,aby móc je schować do torby.

   Wchodzę na strych i otwieram stara,lekko spróchniałą szafę, w której są ubrania XL. Mam nadzieję,że nie będę zmuszona ich zakładać.

   Gdy pakuje je do czarnej ,sportowej torby z moich oczu wypływają pojedyncze łzy. Czuję,że zaraz się załamię. Nie chce ponownie przechodzić w swoim życiu etapu - GRUBASKA. Chcę się czuć atrakcyjna, a nie jakaś trędowata. Nie chcę znowu martwić się o odpowiedni ubiór,tak aby wyglądać  normalnie.

Dlaczego do cholerny spośród miliardów ludzi,musiałam być akurat ja obarczona tą chorobą?

   Jesteśmy już w drodze do Londynu i niedaleko akademii jest korek,wiec musimy stać i czekać,aż ruch się rozluźni. Jestem trochę zła na tatę,że wybrał mi takie leki,ale jednak nie powinnam.Przecież to nie jego wina,że mam niedoczynność tarczycy,prawda? Postępuję źle względem niego,nie odzywając sie przez całą drogę.

- Przepraszam,że się obraziłam.Nie mam tak na prawdę za co. - zaczynam rozmowę.
- Nie martw się, Nina. Wiem,że to dla ciebie ciężkie przeżywać wszystko od  początku. - mówi tata i głaszcze mnie po ramieniu,aby dodać otuchy.

- Tato,ale czy coś się dzieje? Coś nie tak z moimi wynikami,które przysłała akademia?

- Nie. - odpowiada szybko, nieco się spinając .
- Na pewno? - pytam delikatnie,aby go nie zdenerwować.
- Tak,jeśli cos będzie nie tak to od razu do ciebie zadzwonię,dobrze Nino?
- Dobrze Tato. - odpowiadam i już sie nie odzywam,aż do akademii.

   Żegnam się z tatą i wysiadam z auta. Kieruję się w stronę bloku, jednak jest taka śliczna pogoda,więc postanawiam usiąść na jednej z ławek stojącej niedaleko i nacieszyć się ostatnimi chwilami spokoju. Zacznę brać te nieznośne leki i wszystko się zmieni. Ja się zmienię.

Muszę się zastanowić nad dniem,w którym będę brała te cholerne pigułki...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka,dziękuję bardzo za prawie 800 wyświetleń na wattpadzie oraz 6,200 na blogspocie.
Niepokojący jest tylko fakt,że liczba komentarzy cały czas maleje.Nie podoba Wam się czy co?

 Jak widzicie Nina ukazuje nam rąbek swojej choroby.Co myślicie o tym wątku?

Co do waszych próśb,nie jestem w stanie zmienić szablonu,przepraszam was bardzo. :<

A i w ogóle,ostatnio nie czuję się zbyt dobrze i nie mam siły pisać,więc myślę,że zrobię sobie krótką przerwę,czy coś. Mam coś w zanadrzu,więc nie martwicie się, nie odejdę od Was :p

No i co jeszcze? Chyba nic nie mam mądrego do napisania.Przepraszam tylko za rozdział :c 

15 kom - next xx